Rok 2013 - nr 3

« powrót


KML 2014_3 (orginal)Wrażliwy, dobry i mądry...
O Julianie Tuwimie i jego spuściźnie w rozmowie z Marcinem Bałczewskim opowiada córka poety Ewa Tuwim-Woźniak

Pierwsze wspomnienie, z jakim wiąże Pani Juliana Tuwima?
Przedpokój bardzo skąpo umeblowanego, ale obszernego mieszkania w Warszawie, przy ulicy Wiejskiej. Rok 1947. Przyprowadzona przez dwie panie z domu dziecka, weszłam wraz z nimi do tego ocalałego domu. Prosto z ulicy, której trasę wyznaczały ruiny. Nie pamiętam, czy rozumiałam już, że nie przyszłam tam tylko na krótką wizytę.
Pamiętam, że patrzyło na mnie dwoje serdecznych, delikatnych ludzi. On siwy i bardzo, bardzo szczupły, chyba już wtedy podpierał się laską. Pewnie odpowiedziałam, jak się nazywam, na pewno powiedziałam, że tak, że chcę tam zostać. Doskonale pamiętam, jak zdecydowanie wybrałam, że chcę na nich mówić „mama" i „tata" zamiast „ciocia" i „wujek".

Jakim człowiekiem był Tuwim?
Wrażliwym, dobrym i mądrym. Nieprzeciętnie spostrzegawczym. Umiał posługiwać się zwykłymi i niezwykłymi słowami dla pokazania rzeczy codziennych i zrozumiałych, ukrytych i niepojętych, zabawnych, tragicznych, uroczych i przerażających. Był bardzo intensywny we wszystkim, co czuł. Nienawidził okrucieństwa i bezmyślności, z którą zetknął się bardzo wcześnie, ale też, mimo odrazy i strachu, szukał wytłumaczenia dla krzywdzicieli i ratunku dla krzywdzonych długo i nieustępliwie, aż musiał w końcu przyznać, że go nie znalazł.

Czy po sześćdziesięciu latach od śmierci tego bliskiego Pani człowieka może Pani ocenić, jak łączył swoje miejsce wybitnego twórcy z rolą ojca i męża?
Patrzyłam na to naturalnie z perspektywy małego dziecka i tylko przez okres sześciu lat poprzedzających jego nagłą, ale nie niespodziewaną śmierć. Na pewno jako dziecko wielu rzeczy nie mogłam zobaczyć, a nawet widząc, nie umiałabym prawidłowo interpretować.
Jedynie z najwcześniejszego krótkiego okresu pamiętam rodziców odprężonych i żartujących ze sobą i ze mną. Pamiętam też, że wtedy ojciec wyrażał podziw dla wciąż olśniewającej urody mamy.
To, że przed powrotem do kraju z wymuszonej emigracji był wielkim twórcą i pochłoniętym sprawami społecznymi człowiekiem, wpływało zdecydowanie na jego możliwości poświęcenia czasu mamie i mnie. Szczególnie w pierwszych latach powojennych spotykał się z wieloma poetami, pisarzami i działaczami kultury w Polsce. Na ogół rozmawiał z nimi w swoim gabinecie, a mama nie brała w tym udziału. Ale kiedy wyjeżdżał na różnego rodzaju zjazdy czy spotkania autorskie, mama była z nim zawsze, przede wszystkim na wypadek nasilenia się chorób, na które cierpiał.
We dwoje wyjeżdżali jednak rzadko. Rzadko też wspólnie przyjmowali w domu członków naszej bardzo nielicznej rodziny i równie nielicznych wspólnych przyjaciół. Co pewien czas wychodzili wieczorem na spotkania ze znajomymi na mieście, ale na ogół ojciec czuł się potem tak źle, że nie uchodziło to mojej uwadze, i mama musiała się nim opiekować. W ostatnich latach spędzali ze sobą dużo czasu także w ciągu dnia, w jego gabinecie, służącym mu również za sypialnię nawet w tym dużym domu w Aninie, gdzie przyszło mu mieszkać też niedługo. Już po śmierci ojca, kiedy już byłam dorosła, mama opowiedziała mi, jak mówił jej wtedy z udręką o swoich niepokojach.

Jako ojciec był czuły i uważny. Obserwował mnie z zachwytem. Zapisał moje krótkie opowiadanie o przejściach wczesnego dzieciństwa. Przychodził do mnie z mamą i pocieszał, kiedy czasem w nocy budziłam się z płaczem i w strachu. Bawił się ze mną co pewien czas, wymyślając własne zabawy ze słowami i liczbami. Poświęcał mi tyle czasu, ile mógł, choć stan jego zdrowia, a także dręczący go niepokój o to, czy będzie w stanie pracować, sprawiały, że w ostatnich latach widywałam go coraz mniej. PRZECZYTAJ CAŁY WYWIAD >>>

  Julian Tuwim z córką 1953 rok (orginal)
 
Julian Tuwim z zona i corka Warszawa Wiejska 14 1947 (orginal)

Julian-Tuwim-z-corka w Aninie ok 1949 (orginal)


W numerze: