Rok 2013 - nr 1

« powrót

KML 2013_1 (orginal)Łódź jest kobietą

Z Panią Prezydent Miasta Łodzi rozmawiają Małgorzata Golicka-Jabłońska i Gustaw Romanowski

 

-We współczesnych naukach społecznych używa się czasem terminu „płeć miasta". Czy w odczuciu Pani Prezydent Łódź jest kobietą?


- Oczywiście, że Łódź jest kobietą. Łódź powstała m.in. dzięki trudnej, niekiedy ponad siły, pracy włókniarek. W swoich korzeniach ma pot i łzy tych kobiet, które zdeterminowane przyszłością rodziny stały przy krosnach przez dziesiątki lat. Choć to miasto i jego potężne imperium przemysłowe zbudowali mężczyźni, to przecież nie byłoby to możliwe bez ogromnego udziału kobiet i ich nisko opłacanej, ciężkiej pracy w łódzkich fabrykach. Z drugiej strony, mówiąc nieco żartobliwie, kiedy patrzę na nas, na dzisiejszych łodzian, to myślę sobie, że czasami zachowujemy się jak przysłowiowa panna, która „chciałaby, a boi się". Na wiele spraw reagujemy emocjonalnie, oceniamy je tylko z dzisiejszej perspektywy, nie patrząc na przyszłe korzyści. Z dużym oporem akceptujemy zmiany. Wreszcie po trzecie, trzymając się tylko liczb: statystyki pokazują, że w Łodzi od lat na stu mężczyzn przypada około sto dwadzieścia kobiet. Nie mam więc wątpliwości, że Łódź choćby dlatego jest kobietą.


- Przyjęła Pani styl otwartej prezydentury, oparty o częste kontakty z mieszkańcami. Niektórzy mówią, że to wynika z kobiecej wrażliwości, bo od poprzedników wyróżnia Panią to, że dziś tak często prezydent organizuje spotkania z łodzianami nie tylko przecież w urzędzie, ale też w centrach handlowych, na ulicach, w parkach, w różnych innych miejscach publicznych. Czy ten styl przyjęła Pani z potrzeby zbliżenia się do zasad demokracji bezpośredniej, czy może z innych powodów?


- Od początku swego urzędowania uważam, że skoro sprawuję mój urząd z wyboru ludzi, więc jestem i muszę być dostępna dla ludzi. Staram się zmienić narosłe przez lata nawyki mieszkańców, patrzących na władzę samorządową z dystansem. Dlatego staram się być jak najbliżej mieszkańców. Chcę przywrócić społeczne zaufanie do urzędu i do prezydenta, bo chciałabym, aby łodzianie uwierzyli, że urzędu nie sprawuje się dla kariery politycznej, ale że jest to służba. Dlatego zabiegam o większe zainteresowanie łodzian sprawami publicznymi, ponieważ frekwencja w wyborach odbiega od tego, co się dzieje w innych dużych miastach, i jest w Łodzi przeważnie znacznie niższa. Społeczeństwo przejawia w ten sposób jeśli nie dezaprobatę, to na pewno widoczną rezerwę wobec demokracji na lokalnym szczeblu. I to jest dla mnie bardzo przykre. Przez tyle lat walczyliśmy o demokrację i prawo do stanowienia o sobie, a teraz, kiedy to uzyskaliśmy, ta wiara jakby osłabła. Musimy więc zrobić wszystko, aby ją przywrócić. (...)

 

czytaj cały wywiad >>>

 

W numerze: