Ruda Pabianicka

ruda pabianicka (orginal)

Czym dla północy Łodzi są Łagiewniki, tym dla południowej części miasta jest Ruda Pabianicka. Las Popioły, stawy Stefańskiego i okolice Rudzkiej Góry zapewniają wypoczynek i rekreację.

Cześć ulicy Pabianickiej nazywana przez miejscowych Marysinem to stare centrum handlowe, a nowoczesny Port Łódź powstaje zaraz za Chocianowicami. Nadal działają tutaj zakłady włókiennicze, które swój rodowód wiodą w prostej linii z fabryk przełomu XIX i XX wieku. Mamy więc tutaj funkcje przemysłowe, handlowe i rekreacyjne - właściwie miasto w mieście. To nic nowego, ponieważ Ruda Pabianicka była miastem od 1923 roku do 1946.

Od huty do cukrowni

Sama nazwa Ruda od razu wskazuje na początki osadnictwa na tych terenach. Nad Nerem obficie występowały rudy darniowe, które przyciągały średniowiecznych hutników. Pisał o nich już Jan Długosz, który z nakazu kapituły krakowskiej wizytował te tereny. Kopalnia prawdopodobnie znajdowała się w okolicach ul. Farnej, a huta w Chocianowicach.

hhh (orginal)

Zasoby naturalne mają jednak to do siebie, że szybko się kończą i mieszkańcy Rudy powrócili do rolniczych zajęć. W 1822 roku folwark rządowy Ruda liczył 62 mieszkańców i nic nie wskazywało na to, że miało się to wkrótce zmienić za sprawą Ludwika Geyera jednego z ojców-założycieli łódzkiego przemysłu, który - jak się okazało - miał również w sobie pasję rolniczą. Nabył folwark Ruda i z uporem godnym lepszej sprawy wybudował tam cukrownię oraz gorzelnię. Oba te przedsięwzięcia omal nie doprowadziły do ruiny fabrykanta, ponieważ nie przewidział, że okoliczni chłopi nie zechcą uprawiać buraków cukrowych, gdyż ziemie się do tego po prostu nie nadawały. Geyer rozpoczął jednak uprzemysłowienie Rudy, które mimo kłopotów postępowało wraz z napływem niemieckich osadników i fabrykantów.


Niemieccy osadnicy

Południe Łodzi to obszar osadnictwa głównie niemieckiego. Do tej pory jeszcze na np. na Rokiciu nazwisko Schultz nie należy do rzadkości. Rudę nazywano nawet czasami „małym Berlinem", a spisy ludności wykazywały jeszcze przed wojną 35 proc. ewangelików.

W 1909 roku Artur Meister uruchomił Pierwszą Rudzką Farbiarnię i Wykańczalnię Jedwabiu przy szosie pabianickiej. Fabryka po wojnie zachowała fragment historycznej nazwy i znana była jako Zakłady Przemysłu Jedwabniczego „Pierwsza". Ale prawdziwymi potentatami włókienniczymi w Rudzie byli Horakowie.

Horakowie z Rudy

Niektórzy uważają, że byli tutaj od zawsze, ale dotyczy to tylko Adolfa Horaka, który urodził się w Rudzie, tutaj miał fabrykę i został nawet biskupem. Jego ojciec, Józef Horak, był już poważnym rudzkim fabrykantem i zostawił po sobie niezły kapitał 100 tys. rubli. Pozwoliło to synowi uruchomić przedsiębiorstwo włókiennicze przy ul. Pabianickiej, które tuż przed II wojną zatrudniało prawie 3 tys. osób. Obaj byli baptystami i przejawiali silne tendencje misyjne. Mówiło się, że pierwszeństwo w zatrudnieniu mieli właśnie współwyznawcy, a w zarządzie firmy i pionie administracyjnym zasiadali wyłącznie baptyści. Na czele gminy wyznaniowej stał prezbiter, czyli biskup, a był nim właściciel firmy Adolf Horak. Pieniądze uzyskiwane na działalność misyjną z USA przeznaczał na broszury umoralniające rozprowadzane wśród robotników i prawdopodobnie na... maszyny kupowane dla fabryki. Horakowie należeli do założycieli Łódzkiego Ewangelicko-Baptystycznego Towarzystwa Dobroczynności, które zajmowało się walką z biedą i alkoholizmem. Adolf i Frieda Horakowie osobiście zetknęli się z tym problemem, ponieważ ich syn Willy uchodził za wyjątkowego utracjusza i pijaka. Mówiono, że za ćwiartkę sprzedałby Chrystusa, a ojciec musiał uważać, by nie dopuszczać go do finansów firmy, ponieważ każdą sumę był w stanie wydać na zabawę.

niemieccy2 (orginal)

Fabryka mimo kryzysu ekonomicznego na przełomie dwudziestych i trzydziestych lat ubiegłego wieku rozwijała się dobrze, produkując wyroby wełniane, bawełniane, popelinę i satynę. Zakłady Włókiennicze Adolf Horak Sp. Akc. miały swoje filie produkcyjne i składy handlowe w Warszawie, Krakowie, Lwowie i Bielsku-Białej.
Właściwie trudno powiedzieć na ile Horak czuł się Polakiem. W zarządzie jego fabryki zasiadali tylko Niemcy. Stanowili również średni personel techniczny. Do stanowisk majstrów dochodzili tylko wyjątkowo Polacy, ale pod warunkiem, że usłużnie donosili zarządowi o nastrojach wśród robotników. Ale kiedy w obliczu wojny prowadzono zbiórkę na Fundusz Obrony Narodowej właśnie w zakładach Horaka i to dzięki ofiarności zarządu zebrano ponad 26 tys. złotych, czyli najwięcej w Łodzi. W czasie wojny firma produkowała tkaniny na potrzeby armii a polscy pracownicy traktowani byli przez Niemców gorzej niż źle. Przyzwoicie zachowywali się tylko baptyści, widząc w Polakach bliźnich, a nie wrogów.
Adolf Horak obok fabryki przy ul. Pabianickiej wybudował pałac, obecnie zaniedbany. Sam zakład działa do tej pory, produkując tkaniny i konfekcję.

Wyścigi konne

Łódzka burżuazja miała w sobie żyłkę sportową i aspiracje dołączenia do elit. Nic bardziej nie nadawało się do awansu społecznego jak konne wyścigi, których kolebką jest Wielka Brytania. Już w połowie lat dziewięćdziesiątych XIX stulecia założono w Łodzi Towarzystwo Zachęty Wyścigów Konnych. Prezesem został gubernator piotrkowski Konstanty Miller, a jego zastępcą hrabia Albert Wielkopolski. W zarządzie zaś zaroiło się od nazwisk fabrykantów. Zasiadali tam: Maurycy Poznański, Alfred John, Stefan Barciński i baron Juliusz Heinzl, który stosownie do niedawno nabytego tytuły arystokratycznego uprawiał jeździectwo na Julianowie. Pierwsze wyścigi konne w Łodzi odbyły się na polach folwarku Ruda Pabianicka w 1902 roku. Imprezie towarzyszył pokaz ustrojonych kwiatami 24 powozów łódzkiej burżuazji.

Regularny tor wyścigowy powstał w 1907 roku. Inicjatorem budowy był inż. Wiesław Gerlicz, dyrektor łódzkich tramwajów dojazdowych, który linię tramwajową doprowadził prawie pod bramę wyścigów. Tor znajdował się w obrębie ulic: Ksawerowskiej, Wyścigowej, Konnej i Długiej. Publiczność przychodziła tłumnie, bo na wyścigach trzeba było się pokazać i zagrać w totalizatora.

wyscigi3 (orginal)

Warto przytoczyć za Wacławem Pawlakiem opis wyścigów pióra łódzkiego dziennikarza Zygmunta Bartkiewicza: „Mają kolor te łódzkie wyścigi. Barwne choć nie zawsze z dobrym gustem ustrojone panie, ogniste kurtki panów dżokejów, połyskliwe końskie kadłuby. Nad nimi pełnia powietrza i blasków, spodem przestrzeń zieleni. Pań urodziwych a nawet wdzięcznych w mowie i ruchach na tym nowym torze sporo. I młodych, i świeżych, i niewinnych i winnych. A obok mężowie i ojcowie. Gwar na trybunie sędziów i prasy. Zatargów i nieporozumień mnóstwo, bo z różnych żywiołów zebrany tłum, trudno się godzi. Rojno szumnie i gwarno. Piwno, szampańsko. Dziedzice firmy i fortuny rozprawiają przy bufecie szeroko. Od czasu do czasu „witz" jakiś w tłumie padnie, grzmot śmiechów go wita".

Opis Bartkiewicza kontrastuje z obecnym stanem obszaru dawnych wyścigów konnych w Rudzie Pabianickiej. Porastają go krzaki i pozostałości po drzewach owocowych uprawianych tam po wojnie. Część terenu została przeznaczona pod zabudowę rezydencjonalną. Należy odnotować, że jeszcze w latach 90. istniały koncepcje odnowy wyścigów w Łodzi.

Stawy, lasy i góra

Rekreacyjny charakter Rudy Pabianickiej to przede wszystkim rozległy staw Stefańskiego stanowiący ozdobę parku im. 1 Maja. Ten ponad 11-hektarowy akwen wodny nadaje się zarówno do kąpieli, jak i do żeglowania. Niewielkie łódki i jachty mogą tam swobodnie łapać wiatr i dawać żeglarzom możliwości doskonalenia swoich umiejętności. Łódzcy harcerze mają nad stawem od 1961 roku swoją stanicę wodną.

stawy4 (orginal)

Stawy młyńskie na Nerze istniały od dawna, ale dla potrzeb rekreacji mieszkańców miasta przysposobił je przedsiębiorca rudzki Aleksander Stefański. Za niewielką opłatą w niedzielne popołudnia można było tutaj powiosłować, skorzystać z plaży i powędkować. Warto podkreślić, że po wojnie wykonano większość prac przy budowie parku i nowoczesnego kąpieliska. Dawne stajnie użytkowane przez wyścigi konne przekształcono w magazyny sprzętu pływającego.

Po drugiej stronie ulicy Rudzkiej rozciąga się na powierzchni 65 hektarów las Popioły. Nazwa pochodzi od głównej ulicy przecinającej kompleks, która kiedyś nosiła imię Stefana Żeromskiego. Po wcieleniu Rudy do Łodzi trzeba było zmienić nazwę (w Łodzi istniała już ul. Żeromskiego) i postanowiono nadać jej miano najbardziej znanej powieści mistrza.

stawy5 (orginal)
Walory lasu docenili już łódzcy fabrykanci, stawiając tam wille letniskowe. Tak uczynił m.in. Adolf Kindermann, budując wśród starodrzewia willę „Klara" nazwaną tak od imienia żony właściciela. Zgrabny, nieco zaniedbany, secesyjny budynek stoi na wzgórzu, otoczony lasem i małą architekturą, np. grotą skalną spełniająca rolę gustownej altany. Ostatnio znalazł się inwestor, który obiecał przywrócić willi Klara rekreacyjną funkcję.
Na ul. Scaleniowej znajdowała się drewniana willa przeniesiona obecnie do skansenu architektury drewnianej przy fabryce Geyera.

stawy6 (orginal)

Zwiedzanie Rudy kończymy na Rudzkiej Górze. Z wzniesienia, które liczy 230 metrów wysokości rozciąga się imponująca perspektywa Łodzi. Na dół zaś można zjechać całorocznym torem saneczkowym i to czasami z prędkością do 50 km na godzinę. W latach 70. działała tutaj skocznia narciarska i próbowano rozgrywać zawody. Ale odległość od gór i regularny brak śniegu zimą położyły kres temu przedsięwzięciu.


Opracowanie: Andrzej Janecki, Hanna Zubrzycka
(10 kwietnia 2009)

Bibliografia:
Wacław Pawlak, Minionych zabaw czar czyli czas wolny i rozrywka w dawnej Łodzi.
Leszek Skrzydło, Rody fabrykanckie.
Ruda Pabianicka - artykuł w Wikipedii.

Miesięcznik Piotrkowska 104

Kronika Miasta Łodzi